piątek, 15 lutego 2013

my two current road


Następny przytłaczający dzień. 


Wiarygodne maskowanie prawidłowego stanu, ukrywanego przez dwa lata.
Siedemset osiemdziesiąt jeden dni, dziewięć tysięcy osiemset pięćdziesiąt dwie godziny, czternaście minut,  pięćdziesiąt osiem sekund, piętnaście minut i trzydzieści pięć sekund, trzydzieści sześć sekund, czterdzieści sekund...
Gdzieś w głowie nadal słyszę wyraźne dźwięki naszej piosenki, wspomnienia spacerują po mojej głowie, równocześnie nie dając mi szansy na skupienie.
Wielokrotnie gdy nieświadomie odkręcam głowę, gdzieś z tłumu wyłania się Twoja twarz.
Nasze spojrzenia krzyżują się, intensywny odcień czekolady mlecznej przeszywa moje serce na wylot.
Hipnotyzujące dołeczki, które pojawiają się na twojej twarzy, a po chwili znikają dodają Ci uroku. Mogłabym obdarowywać je pocałunkami, schodząc coraz niżej. Każdy milimetr twojej skóry naznaczyć mymi rozgrzanymi ustami.
A nagle zdaję sobie sprawę, że od pięciu minut wpatruję się w Niego, w ustach mam kompletnie sucho. Nie czuję nic. Pustka w głowie, a przede wszystkim w sercu. Nie czuję żadnego cholernego uczucia.Smutku, pożądania, radości, zażenowania. Nie czuję nic oprócz wbitego scyzoryka w serce. Chcę się przenieść gdzieś daleko. Tam gdzie nie ma miłości, smutku, radości, zażenowania, płaczu, nocnego szlochu. Tam gdzie nie ma ludzi, tam gdzie nie ma Go.
Prawdopodobnie On nawet nie wie, że każde jego spojrzenie rozpruwa moje serce. Nie wie, że desperacko próbuję pozbierać drobne kawałeczki i ułożyć je. Nie potrafię. 
Głośno wdycham powietrze i wydycham. Następny wdech i wydech. Tak bardzo bym chciała, żeby powietrza zabrakło. On jest moim powietrzem. Zabierzcie mi powietrze. Nie chcę żyć, nie chcę znowu na niego patrzeć, słyszeć jego cholernie seksownego głosu, kojącego moje uszy. Melancholia opanowała moje życie. Życie, którego nie chcę.
Ty tam u góry, zabierz mi życie. Zabierz moją duszę, ciało, umysł. Nikt nie zatęskni. Nikt nie poczuje smutku.Jestem sama, sama z problemem, który sam stworzyłeś. Miłość to cholerne gówno, w które wpadłam i nie mogę wyjść. Nie potrafię.
Chciałabym ostatni raz usłyszeć Jego szept, poczuć ten zapach, na który każda komórka mojego ciała budzi się, dotknąć wargami Jego warg i zasnąć na wieczność.
Arogancja, która od Ciebie płynie tysiącami hektolitrów podnieca mnie. Jesteś cały podniecający. 
Jestem Twoja, ale Ty nie jesteś mój. Chcę, byś był mój.
Chuj. Marzenie ściętej głowy.

Moje dwie, aktualne drogi. Życie i śmierć.Jeżeli Cholerny Boże nie chcesz podarować mi Jego- pozwól mi umrzeć.Moje ostatnie życzenie.

coś więcej
My mind is gone
I'm spinning 'round
And deep inside
My tears all drown
I'm losing grip
What's happening
I stray from love
This is how I feel...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz